Dzieciństwo.

Urodziłam się w 80 roku w związku ,który nie był jeszcze małżeństwem…mój tato miał żonę, która nie mogła mieć dzieci .Po jakimś czasie poznał drugą kobietę- moja mamę.  Przez pierwszy rok byłam dzieckiem nieślubnym, dopiero po tym czasie rodzice zalegalizowali swój związek.

Mieszkając w Leśnej- w wieku 3 latek wyglądając przez okno u babci zobaczyłam pasącego się baranka. Postanowiłam wyjść z domu i go po prostu pogłaskać .Niewinne pragnienie małego dziecka przemieniło się w katastrofę, gdyż baranek wziął mnie na rogi i zmasakrował tak ,że krew lała się wszędzie…cudem ocalałam .Zobaczyła to kobieta, która uratowała mi życie.

W wieku lat 5 kiedy już przeprowadziłam się z rodziną do Wrocławia, zostałam zgwałcona przez człowieka, który wyniósł mnie na strych na 11 piętro w wieżowcu, po czym chciał wyrzucić przez okno…Ocalałam, gdyż upadłam na daszek, dzięki któremu nie spadłam na dół. Kolejna kobieta, usłyszawszy mój płacz, uratowała mnie i zaniosła moim rodzicom.

Przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem zbuntowanym i mającym swoje własne racje Uczyłam się bardzo dobrze, przynosząc do domu świadectwa z czerwonym paskiem. Kiedy przyszłam do kościoła katolickiego poczułam wielkie pragnienie bliskości Boga. Od najmłodszych lat śpiewałam w chórku kościelnym…komunia i inne sakramenty były dla mnie ogromnym wydarzeniem. Miałam tylko jedno zapytanie w sercu – dlaczego klękamy przed posagami i całujemy im stopy itp…siostra, która uczyła mnie religii wytłumaczyła mi ,że budowanie posągów (ale zwierząt) i kłanianie się im jest grzechem – a te, które przedstawiają osoby święte nie są niczym złym . Ta odpowiedź na tamten czas zaspokoiła moje niepewności i zasłoniła niepokój serca i sumienia.

W ósmej klasie podstawówki trafiłam w środowisko osób, które wyprowadziły mnie na manowce. Opuściłam się w nauce, zaczęłam palić papierosy, pić alkohol, ćpać- co chwilę miałam nowego partnera, z którym sypiałam. Stałam się punkiem wierzącym w anarchię, odeszłam od Boga i kościoła…

 Okres młodzieńczy oraz reszta życia.

W wieku lat 18 zaszłam w ciążę i urodziłam córkę – Sarę. Rozstałam się z ojcem mojego dziecka, gdyż nie chciał ślubu, a tym bardziej obowiązku, jakim było wychowywanie Sary. Jako samotna mama wychowałam córkę wraz z babciami, którym naprawdę wiele zawdzięczam. Po jakimś czasie poznałam nowego chłopaka, też punka z którym postanowiłam wziąć ślub. Była to decyzja podjęta tylko dlatego by zrobić na złość rodzicom, a przy tym dobrze się bawić. Sebastian był dobrym i kochającym mężem ale jak się później okazało cierpiał na schizofrenię z towarzyszącym jej rozczepieniem tożsamości . Sebastian zdał na piątkę testy do policji, fizyczne jak i psychologiczne- oszukał nawet lekarzy i został przyjęty na szkółkę prewencji do Piaseczna .W tym czasie ja zaczęłam interesować się magią i okultyzmem. Ustawiałam karty tarota, czytałam książki na temat białej magii – ogłosiłam siebie czarownicą Wicca i byłam z tego bardzo dumna. Jakże wtedy byłam ślepa!

Półtora roku po ślubie dostałam informacje z Piaseczna, że mój mąż popełnił samobójstwo Bardzo to przeżyłam. Zostałam wdową w wieku lat 21….

W tym okresie zaczęłam ćpać amfetaminę, chodzić po klubach i dyskotekach, zaczęłam bawić się i żyć na całego. Miałam gdzieś wszystko i wszystkich. Nie pracowałam i nie chciałam pracować, żyłam jak przysłowiowy niebieski ptak, bez problemów na utrzymaniu rodziców.

Poznałam kolejnego partnera – w okultystyczny sposób zawarłam z nim związek, czary rzucałam na niego by był ze mną i by mnie kochał. W 2005 roku urodziłam synka Patryka, ale związek nasz był jednym wielkim grzechem. Ojciec mojego synka był narkomanem. Byłam z nim 7 lat, żyjąc bez ślubu, w grzechu i nieświadomości tego, co on robi. Kiedy zaczął wynosić z domu pieniądze i zdradzać mnie w agencjach towarzyskich, zaczęłam dociekać, dlaczego tak jest i wyszło na jaw, że jest uzależniony od amfetaminy i heroiny .

Poszedł do ośrodka RETO (wspaniały ośrodek i wspaniali ludzie go prowadzą!), który jest chrześcijańskim ośrodkiem dla osób uzależnionych, nie tylko od narkotyków…

Jego serce jednak było twarde i po połowie roku wyszedł niezmieniony – było to dla mnie ciosem prosto w serce! Świat zawalił mi się na głowę i nagle poczułam, że nie dam rady, że życie nie ma sensu ,bo tyle w życiu wycierpiałam! Chciałam w końcu mieć normalne zdrowe i szczęśliwe życie. Pytałam i krzyczałam: „dlaczego!?” Cierpiałam, płakałam, aż w końcu, gdy doszłam do miejsca beznadziejności, to wtedy zwróciłam się o pomoc do Boga. Ze łzami w oczach poprosiłam o Jego pomoc…oddałam mu to zmartwienie.

Powiedziałam:”Oddaje Ci, Panie moje życie i moje zranione serce, bo jest to dla mnie za wielki ciężar i sama już go nie uniosę... „

 Boża pomoc i nawrócenie

Myślicie pewnie, że Bóg oddał mi szczęście o jakim marzyłam – u boku ojca mojego dziecka? Niestety tak się nie stało. Też myślałam, że Bóg zrobi w końcu porządek z ojcem mojego dziecka, że dotknie jego serca i że on w końcu zrozumie, czym jest normalne życie…Niestety – to był mój własny plan, a Bóg miał dla mnie inny, bardziej doskonały i dobry, którego wtedy nie potrafiłam zrozumieć. Rozdzielił mnie z ojcem mojego dziecka. Nie umiałam się z tym pogodzić, ale prosiłam Jezusa, że jeśli związek z tym człowiekiem nie jest w Jego woli, to niech się rozpadnie; poprosiłam też, aby zabrał mi uczucie do niego i oczyścił moje serce. Na następny dzień, kiedy obudziłam się rano, moje myśli były inne, nowe i czyste i o dziwo uczucie jakim darzyłam ojca Patryka po prostu zniknęło – nigdy wcześniej nie przeżyłam takiej sytuacji !To był cud! poczułam się wolna i szczęśliwa. Po jakimś czasie Bóg na mojej drodze postawił człowieka, który był w ośrodku RETO 10 lat, był tam opiekunem i terapeutą – wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to mój przyszły mąż. Co za niesamowity zbieg okoliczności, jeśli można to tak nazwać!

Na dzień dzisiejszy wiem, że zbiegi okoliczności nie istnieją, wszystko co nam się przytrafia jest albo naszą, zbuntowaną wolą i konsekwencją złych wyborów, albo wolą naszego Boga, któremu oddaliśmy życie. Kiedy postanowiłam oddać swoje życie Jezusowi Chrystusowi i wypowiedziałam to we łzach i sytuacji dla mnie beznadziejnej – On przyszedł i podniósł mnie, dał nowe życie, siłę i nowa tożsamość…Mój ukochany Jezus przyszedł do mnie sam, osobiście i podał mi rękę i wyciągnął z bagna, w jakim siedziałam tyle lat!

Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” Te słowa Jezusa stały się żywe i realne w moim życiu, które zaczęło się diametralnie zmieniać. Po niedługim czasie zostałam ochrzczona Duchem Świętym i prowadzona przez Niego zdecydowałam na chrzest wodny. „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” Stary, zbuntowany i grzeszny człowiek umarł i oto narodziłam się na nowo, pełna miłości, radości i nadziei. Nikt mnie nie zapytał, czy chcę się urodzić, ale za to mogłam zadecydować czy chcę się narodzić na nowo!

Już w ciągu jednego roku pojawiły się w moim życiu owoce Bożej obecności i opieki. Bóg dał mi wierzącego męża [tego terapeutę z RETO – przyp. red] i zaraz po ślubie wyprowadziłam się z domu od rodziców, dostałam wspaniałą pracę , o którą też prosiłam Boga. Jako Boże dziecko jestem spełniona, bo wiem, że wszystko czego potrzebuje mam w Bogu. On mnie wyposaża i daje dobre rzeczy w odpowiednim dla mnie czasie. Dostałam również od Boga służbę w Kościele, oddaje moje serce w Uwielbieniu, śpiewam dla Jezusa pełna dziękczynienia i radości za to, co dla mnie uczynił.

Teraz już wiem, że życie bez Boga prowadzi do zgorzknienia, żalu, bólu, zwątpienia i zatracenia. Wiem również, że Bóg nie chce, abyśmy byli nękani przez problemy tego świata, nie chce naszej zguby, ale chce naszego zbawienia. Jest przy nas mimo tego, że często nie odczuwamy Jego obecności, bo oddziela nas od Niego grzech.

Bóg był przy mnie od samego początku i ochraniał mnie od dziecka – szatan chciał mnie wyeliminować, miał do mnie dostęp poprzez grzech moich rodziców. Bóg jednak w swojej łasce i miłości ratował mnie wysyłając osoby, które zawsze zdążyły na czas, aby mnie ocalić…Chwała Bogu za Jego łaskę!

Na zakończenie chciałam napisać ważna rzecz: nie bagatelizujmy zła, które widzimy wokół siebie, nie dawajmy przystępu szatanowi do rujnowania naszego życia.

Poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” Tym z was, którzy maja dzieci otwórzcie proszę oczy i nie dopuście, aby szatan je nękał. Odwróćcie się od grzechu, aby i wasze dzieci były chronione. Ja przez trzydzieści lat żyłam w kłamstwie, grzechu i w szponach szatana, który okradł mnie z dzieciństwa i szczęśliwego życia. Nie pozwólcie, aby wasze dzieci i wy sami zginęli w szponach diabła!

Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.”

Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.” Pamiętajcie, że jest droga, która prowadzi do szczęścia, prawdy i życia wiecznego- jest nią sam Jezus Chrystus. Ten sam Jezus, który przyszedł do mnie i uratował mnie. Ten sam Jezus, który umarł na krzyżu po to, abyśmy mogli żyć wiecznie. Ten właśnie Jezus, który chce podać Tobie swoją dłoń i czeka na Ciebie, by móc Ci pomóc i ocalić

Bóg kocha nas wszystkich tak samo i czeka na każda zbłąkaną owieczkę, aby móc jej wybaczyć, by ją przytulić mocno do serca i powiedzieć: „Kocham Cię”.

Jeśli jesteś w miejscu, gdzie czujesz się samotny i opuszczony, to otwórz swoje serce i przyjmij do niego Jezusa mówiąc: Jezu, przepraszam Cię za wszystkie moje winy i grzechy jakie popełniłem(łam), Ty znasz moje serce i drogę jaka szedłem(szłam),dziękuję Ci ,że mimo to umarłeś zamiast mnie po to bym mógł(mogła) żyć wiecznie .Dziękuję Ci za tą łaskę

Dziękuję też ,że mogę zwracać się do Ciebie i prosić Cię o ratunek, dziękuję ,ze Ty się ode mnie nie odwrócisz ,że czekasz na mnie , że mnie nie potępisz Jezu, proszę wejdź do mojego życia i serca i bądź w nim na zawsze. Amen.

Bóg jest miłością, dlatego w akcie swej miłości dał nam wolna wolę, abyśmy mogli dokonać wyboru, którą drogą chcemy iść. Bóg nie wkroczy na siłę do naszego życia .Do nas należy ostateczna decyzja. Błogosławię w imieniu Jezusa każdego czytelnika i modlę się, by poprzez to świadectwo Duch Święty dotarł do wielu zranionych i potrzebujących serc .Amen.

 Patrycja z Wrocławia